"Możemy zro­zumieć się nawza­jem;

lecz wy­jaśnić sa­mego siebie każdy może tyl­ko sam. " H.H.

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

Choruję. Bolą mnie brzuch, kości i zęby.

Zastanawiam się, czy jeżeli ból fizyczny byłby silniejszy niż psychiczny, to czy moje życie nabrałoby więcej sensu?
Tagi: Q
26.09.2015 o godz. 23:37
Jutro jadę do rodziców. Do domu. I tym samym definitywnie kończę rozdział z Panem Chłopcem i Frajerką. Ale dziś jeszcze poczekam. Bo jestem naiwniaczką, która rozdaje ostatnie szanse tym, którzy ich nie chcą. Albo na takowe nie zasługują.

15.08.2015 o godz. 19:10
Wracając do poprzedniej notki: nawet mój ex- nie wiedział o co G. chodziło. Po prostu chciała przenieść moje życiowe porażki na zbyt intelektualny poziom. Too high. A ja jestem tylko prostym człowiekiem. Sama sobie doskonale komplikuję życie, nikt nie musi robić tego dodatkowo za mnie.



Z panem Chłopcem (uprzednio nazwany panem X) wszystko się układa. A układa się sinusoidalnie. Chociaż w tym momencie jesteśmy bliżej górnych partii osi Y. Dodatkowo, istnieje możliwość, że niedługo będę mówiła: Moim Chłopcem.

Ostatnio coraz częściej w mojej głowie pojawia się lampeczka "I would bang." Czy to miało to związek z lekkim stanem PMS, było efektem ubocznym napięcia, które jest między mną a Chłopcem, czy może rzeczywiście pewien pan ponowie stał się dla mnie atrakcyjny?

Swoją drogą to chyba zabrnęłam za daleko w pewną relację. Z osobistego psychologa przechodzę w nieodłączny element każdego dnia. Boję się, że pewnego dnia obudzę się z ręką w nocniku, gdzie buziak w czółko nie będzie już głupim żartem, ale obietnicą. A nie wiem, czy istnieje osoba, której bardziej nie wolno zwodzić niż ta akurat.

A może po prostu jestem nieodnajdującą się w świecie socjopatką, ze skłonnościami do nadinterpretacji i wyolbrzymiania. Dzięki Przypadku, za ten doskonały zestaw genów, który stworzył moją idealną osobowość.




Z filozoficznych dialogów o Bogu:

K: Ja to bym chciała, żeby po śmierci zjadły mnie robaki.
Brat: I zjedzą. Jeżeli nie umrzesz napromieniowana.
13.07.2015 o godz. 14:47
Jest mi dziwnie. Tylko nie wiem, czy jest mi dziwnie, bo z nim coś jest nie tak, czy dlatego, że on po prostu nie jest M.
Wczoraj pewna osoba trochę mnie wyprowadziła z równowagi. Do tego stopnia, że leżałam pod kocem i nie byłam w stanie istnieć. Zapis rozmowy na dole.

Czasami czuję, że nagle, wszystko, co całe życie było niebieskie, nagle stało się żółte, a inni nawet tego nie zauważyli. I nie wiem czy to naprawdę obraz przybrał inny kształt, czy tylko definicje. To zmiana formy czy treści?

Film został usunięty.



K: moim największym problemem jest to, że jak go nie ma obok to tęsknię za M
trudno mi w tej chwili myśleć o angażowaniu się ;p
G: Tak podejrzewalam.....
Moze to nie od Cie irytuje tylko szukasz usprawiedliwienia dla siebie.
K: :|
G: M. mi powiedzial
Ze jak sie Ci oswiadczal to bylo cudownie
Takiego slowa wlasnie uzyl cudownie
Miedzy wami
I daje Ci slowo ze nie zerwal zareczyn bo mu sie odwidzialo
Ale no czasami trzeba zqpomniec bo inaczej nie tylko bedziesz ranila jakis potencjalnych partnerow ale tez siebie
Ale ty jestes inteligentna dziewczyna i doskonale zdajesz sobie z tego sprawe
Chcialam po prostu chyba powiedziec ze
Warto wyciagac wnioski i starac sie nie popelniac tych samych bledow
Mis? ;p
G: No po prostu dlugo z michalem rozmawialam ze dwa miesiace temu
zalezy mi na Twoim szczesciu
I probuje Ci powiedziec ze sama musisz ze soba najpierw porzadek zrobic
Probowalam to delikatnie powiedziec ale wiadomo ze delikatnosc nie jest moja najlepsza strona
Tagi: lost shit
23.06.2015 o godz. 12:20
Cholera. Mam w głowie mętlik.

Do tego nie mogę go rozgryźć.



Jak się mówi o rzeczach, o których mówi się ciężko?
Tagi: confused
12.06.2015 o godz. 12:46
Spotykam się z kimś. Nazwijmy go panem X. Okazał się moim zestawem naprawczym.

Z jednej strony jest mi z tym niebywale dobrze.
Z drugiej czuję się jak rozwodnik. A mój bagaż nie mieści się w żadnych wymogach i mnie z nim cofną. To raz.
Widzieliśmy się dopiero kilka razy. W ciągu tych 13 dni. Ale. Ale on oczekuje już pewnych oznak zaangażowania, co zdaje się, że mnie kompletnie przerasta. To dwa.


Film został usunięty.

Tagi: confused yup
10.06.2015 o godz. 12:57

Przeżywam, a właściwie to przeżyłam najgorszy okres w moim życiu.
Jeszcze nigdy nie było mi tak źle. Tak źle ze sobą, tak źle we własnej skórze, tak źle we własnym życiu.

Nie, nie doznałam objawienia, nie pojawił się nade mną Duch Święty, a stadko aniołów nie zaintonowało 'Alleluja'. Nikt nawet nie dał mi w mordę, chociaż chyba dobrze mi to by zrobiło.

Zwyczajnie, powoli się podniosłam. I mam nadzieję, że więcej tam nie upadnę.

Ale zrobiło się poważnie. Brrr. To teraz tylko jeden kierunek - w górę, w górę! Mam coraz więcej pomysłów na siebie. Szkoda tylko, że w dalekiej perspektywie.
22.05.2015 o godz. 20:47
Coraz częściej mam dni, w których mi źle ze sobą samą. Mam wrażenie, że nie czeka nic dobrego. Że żaden z moich planów nie wypali, że tak naprawdę nie osiągnęłam i już nie osiągnę nic znaczącego w życiu. Że wszystkie moje marzenia to jakiś w ogóle nieśmieszny żart.


Tagi: .
18.05.2015 o godz. 12:54

W sumie to nawet nie nienawidzę się. Tylko trochę sobą gardzę. Za tę potrzebę ciągłego przebywania wśród ludzi.


Tagi: wait for it
13.04.2015 o godz. 14:10
Byłam wczoraj na imprezie. Well, shit.

Bawiłam się dobrze. Serio! Naprawdę było fajnie. Dopóki nie musiałam wracać. Bardziej pusta niż kiedykolwiek.
Popełniłam masę kolejnych błędów. Żałość. Paliłam fajki. Piłam wino. Zwierzyłam się sąsiadowi. Prawie się z nim przespałam. Co z tego wynika? Ludzie wykorzystują słabości innych.

Ech, głupia i naiwna dziewczyno.

12.04.2015 o godz. 14:15

Znów jestem sama/wolna* (*niepotrzebne skreślić)

A myślałam, że udało mi się osiągnąć równowagę. Nie miałam żadnych wahań, że jednego dnia uwielbiałam życie, a drugiego go nienawidziłam. Osiągnęłam jakiś punkt zen. Wybudowałam sobie strefę komfortu. Ale niestety ktoś inny nadal miał problemy, a ja je ignorowałam. W zasadzie to nie wiedziałam co mogę z nimi zrobić.

Było spokojnie. Nikt nie uniósł głosu, nikt nie łkał głośno. Usłyszałam tylko, że nawet nie wie czy mnie nadal kocha; i że nie widzi nas już razem; że wszyscy go pytają o ślub, a on nie potrafi wyobrazić sobie ze mną przyszłości. I już jej nie będzie. Świat się skończył. Mój śwait. Ale to tylko jeden z wielu.

Staram się nie płakać. Wczoraj też próbowałam. Żeby się nie zatracić biegałam. Niedługo po tym, ponad 4,5 km z I. Nie chciałam być sama w akademiku, więc namówiłam ją na piwo. Prawie udało mi się jej nie powiedzieć.

Będę udawać, że to się nie zdarzyło. A potem, że nigdy niczego nie było. Dam sobie radę. Na pewno.
Tagi: ...
27.03.2015 o godz. 11:17
Mam wrażenie, że kiedy mam mniej zmartwień mam tendencje do wymyślania sobie problemów. Ale za to kiedy na mojej drodze pojawia się jakaś prawdziwa kłoda to staję się... bardziej zmotywowana?

Wszystko w moim życiu postępuje naprzód. Camp. Studia. Praca. Nawet mój związek wyszedł ze regresu, minął fazę stagnacji i teraz sobie dryfuje na fali nurtu codzienności.

Well... Tylko jeden aspekt mnie martwi. Czy normalni ludzie miewają zawroty głowy, kiedy leżą na łóżku i przekręcają się z boku na bok? Czy miewają je w ciągu dnia? Czy wstawanie rano przypomina walkę z grawitacją w stanie upojenia alkoholowego? Czy zdarza się im, że powietrze nagle robi się tak gęste, że zaczyna przypominać jakąś mętną breję? Jutro idę do lekarza. Moja hipochondryczne alter ego boi się, że wypadną nam włosy, stracimy słuch, albo nie będziemy mogli wyjechać do Ameryki bo wylądujemy na stole operacyjnym.

Bang! Już nie mam takich stanów, gdzie jestem pewna, że gdyby stanął nade mną ktoś z nożem to bym krzyknęła "Hej! Tylko dźgnij w serce, nie spudłuj, okej?". Gdy nie mam już tyle stresu, zaczynam nawet lubić swoje życie.
Tagi: yup
22.02.2015 o godz. 23:18
"Panie Ptaku Nakręcaczu - powiedziała May Kasahara - myślę, że każdy rodzi się z czymś stanowiącym centrum jego własnej egzystencji. I każda z tych rzeczy staje się jakby źródłem ciepła i porusza człowieka od środka. Oczywiście ja też mam coś takiego, ale czasami nie mogę sobie z tym dać rady. Chciałabym móc komuś przekazać, jak to we mnie rośnie albo maleje, tak jak mu się podoba, i potrząsa mną. Lecz nikt mnie nie rozumie. Oczywiście może źle to wyrażam, ale nikt mnie porządnie nie słucha. Udają, że słuchają, lecz naprawdę nie słuchają. Dlatego czasem jestem strasznie zirytowana i zachowuję się idiotycznie."

Murakami
"Kronika ptaka nakręcacza"


Trochę jestem rozchwiana. Nie jest źle. Albo tylko trochę jest. Nie stoję już nad przepaścią, myśląc, że prawidłowe byłoby rzucenie się w nią. Mam jedynie ochotę położyć się na podłodze i popanikować trochę.
Jak to dobrze, że dziś ją umyłam.
Tagi: murakamist
12.02.2015 o godz. 22:42
Tagi: u2
20.01.2015 o godz. 23:48
Dobra, przesadziłam. Może i nie jest tak źle.

Może mój związek w ogóle się nie rozpadnie. Bo nie jest w zaawansowanym stadium rozkładu.
Może uda mi nie zawalić sesji poprawkowej, bo przecież w końcu dopuszczą mnie do egzaminu.
Może moje pieniądze wcale nie przepadły na zawsze w toku oddłużania mojej rodziny.
Może jednak uda mi się wyjechać na Campa.
Może jednak wcale nie straciłam wiary w siebie, a ludzie mi nie zbrzydli. Może kiedy patrzę na to wszystko wcale nie opadają mi ręce. Może on nie jest w ogóle egoistą. I może następnym razem nie spotkam starej Cyganki chcącej wyłudzić ode mnie pieniądze, tylko pieprzoną wróżkę która poskłada mój świat do kupy. I nie będzie to kupa gówna.

Tagi: .
19.01.2015 o godz. 21:29
...kilku miesięcy chyba wszystko, co mogło pójść źle, się spierdoliło.
Tagi: .
16.01.2015 o godz. 22:47



Błąd pierwszy:
Pojechanie na Sylwestra do przyjaciółki. Yay!
A raczej Nay. Chyba to nie był dobry pomysł. Po 5h pracy i 4h w podróży, szykowaniu się gdy goście już byli w mieszkaniu, skończyłam zdecydowanie zbyt szybko. Gdyby to były zawody definitywnie wygrałabym wyścig.


Błąd drugi:
Picie wódki.
Why? Dlaczego nagle się okazało, że mam tak słabą głowę? Dlaczego z każdym nieznajomym trzeba wypić? Dlaczego nie mogłam użyć mózgu i się ewakuować zamiast wdawać się w pijackie pogaduchy? W ogóle dlaczego nie zostałam przy piciu wina jak to zwykle robię? Nie, nie tym razem. Musiałam zrobić wyjątek, bo przecież wszyscy piją. I gdzie do cholery był Mój jak popełniałam swoje błędy?

Ach byłabym zapomniała. Jakby mało było moich nieszczęść to spadłam ze schodów. Bo.Jestem.Downem.

Błąd trzeci:
W zasadzie to go nie pamiętam. Co wcale nie oznacza, że go nie było. O nie, nie, nie. Ogólnie to... mało z tej nocy pamiętam. Ale podobno uaktywniły się moje skryte myśli, bo siedziałam w oknie z nogami po zewnętrznej stronie. What the fuck ja się pytam?! Przecież nawet ostatnio nie miałam czasu źle o sobie myśleć. Postanowiłam sobie cele, moje poczucie wartości wzrosło. Niemal nie mam czasu być nieszczęśliwa. Może byłoby mi łatwiej gdybym kurwina pamiętała co ja takiego myślałam, i skąd się wzięła chęć posiedzenia nad otchłanią 1 piętra.





I jak ja mam teraz wytłumaczyć ludziom, ze jestem normalna? Hm?

04.01.2015 o godz. 12:58


Yup. Wreszcie. Gdy zaczynałam pracę grafik pokazywał, że będę w sklepie dwa razy w tygodniu. Tak się trafiło, że chyba chcą mnie wypromować na pracownika miesiąca, bo w tym tygodniu miałam dwa dni wolne. W sumie to nadal mam jeśli liczyć mój dzisiejszy dzień leżenia plackiem. Ale nie narzekam - w końcu kasa, kasa, kasa, jak to mówią w sklepie. <-- skutek prania mózgu.

Wspominałam już, że chcę na American Camp? Taki tam cel. Dążenie. Marzy mi się kolejny zapierdalajing i przygoda życia. Trzy i pół tysia potrzebuję. Dlatego nie wzgardzam oddawanymi mi dniami a wiadomość, że od przyszłego miesiąca przejdę na lepszą umowę umożliwiającą mi zarabianie - uwaga! - całe pięćdziesiąt groszy/godzinę więcej niebywale mnie ucieszyła.

Jak to zwykle bywa Mój do końca nie wierzył, że sobie poradzę. Z podejrzliwym uśmieszkiem przyjmuje moje opowieści o klientach, którzy mówią mi, że jestem miła, dobrze się ze mną gada (niebywałe, nie?) i takie tam bzdury. Taki shut in nagle powrócił do swojego ja z początków liceum, kiedy potrafiłam z praktycznie każdym nawiązać kontakt, a mieszkanie na bursie było najlepszym co mogło mnie spotkać, z punktu widzenia wiecznej obecności ludzi. Cholera! Co tak właściwie się ze mną stało, że tak zdziczałam przez te kilka lat? 0.o Dobra joking, tak naprawdę to wiem. W końcu moje autopsychoanalizy na coś muszą się przydawać, co nie?

Co jeszcze...? Mam lepsze samopoczucie, mniej czasu, ale lepiej nim zarządzam. Do tego schudłam. Mój brzuch nigdy jeszcze nie był tak płaski, nogi tak szczupłe, a rozmiar ubrań taki trzydziestoszóstkowy! ^^ I już w sumie mi starczy. Tak może zostać, bo inaczej będę musiała wyrzucić wszystko z szafy i wydać całą wypłatę na jej uzupełnienie. A no i cycki mi znikną doszczętnie. So enough.
Tagi: leń
21.12.2014 o godz. 15:16
Czuję niesamowita więź z otaczającym mnie światem!
Dosłownie. Po wypiciu kawy (chyba nie współpracuje najlepiej z moim antybiotykiem)dosłownie czuję jak całe moje jestestwo skapuje przez koc i stapia się z materacem.




Tagi: xxx
14.11.2014 o godz. 18:06

Wymienię


Głośne pełne dymu i ludzi miejsce w akademiku na domowe zacisze.



Tagi: er
04.10.2014 o godz. 01:20